top of page

ZAKLĘTA W OPOWIEŚĆ

Zaktualizowano: 30 lis 2022



A co jeśli sama tworzysz matriks, w którym żyjesz? Ten, na który tak często psioczysz i który w dużej mierze postrzegasz, jako źródło swoich problemów, niepowodzeń, cierpienia i bólu? Ten sam, który z kolei wpływa na Twoje myśli, emocje, nastój, uczucia, na poziom zapału i chęci, na Twoją postawę i postrzeganie własnych możliwości, na to, jak się masz i jak żyjesz swoje życie? Paradoks zapętlenia! Stworzyć matriks, który potem tworzy efekt: Twój stan wewnętrzny i jakość zewnętrznego świata, w którym zżyjesz, a potem obarczać i świat zewnętrzny i siebie za to, że jest nie tak, jak chcesz, by było! Widzisz początek? To z Ciebie wypływa, z Ciebie powstaje. Ty jesteś początkiem! Zatem Ty, jedynie Ty, masz moc, by zmieniać. Zaklęcie Niedawno, przy okazji realizacji pewnego projektu, zaprosiłam chętne kobiety do stworzenia nagrania. Poprosiłam, by każda przyniosła na to nagranie „zdanie”, które jest głównym zdaniem początku jej życia. Takie, które mogło padać często i w sposób bezpośredni od „ważnych dorosłych” (rodziców, opiekunów, nauczycieli, itp.) i/ lub które mogło padać rzadko lub wcale, a jednak było obecne w przestrzeni. Niewypowiadane, a przekazywane postawą, ciałem, oczekiwaniami. Kobiety przyniosły różne zdania, np. „milcz, nie odzywaj się”, „bądź miła i grzeczna”, „nie bądź, jak chłopak, dziewczynki się tak nie zachowują”, „nie bądź taka hop do przodu”, „rozczarowałaś nas”, „sama sobie nie dasz rady”, „nie wychylaj się”, „jesteś słaba”… Poprosiłam, byśmy zamilkły i by każda z osobna wypowiedziała swoje zdanie na głos, wielokrotnie i w przeróżny sposób. Stawiałam przed kolejnymi kobietami mikrofon, uruchamiałam nagranie i … rozbrzmiewało zdanie…, a potem kolejne i kolejne… Milczałyśmy, czasami padały wspomniane zdania, a w przestrzeni było takie napięcie, taka elektryczność, taka energia, że niemal się materializowała. To było, jak zaklęcie. Padało zdanie, a wraz z nim kuliły się ciała kobiet, które je wypowiadały. Padało zdanie i w przestrzeni pojawiały się emocje i uczucia tak wielkie, intensywne i namacalne, że niemal widoczne gołym okiem. Padało zdanie i zapadała cisza pełna wstrzymywanego i niewyrażonego. Padało zdanie i baterie chęci oraz zapału tych kobiet – właściwie gasły. Bo to nie było „tylko zdanie”. Za każdym z tych zdań stał ogrom energii zamkniętej w myślach, w emocjach i w komórkach naszych ciał. Tamtej chwili, somatycznie pojęłam (poczułam) moc opowieści, w które wiele z nas jest zaklęta. Jedno zdanie i jego ogromny wpływ. Tak działa magia. Magia, która tworzy codzienność naszego życia. Jakie jest Twoje zdanie, w które jesteś zaklęta? Wypisz sobie różne, które są ważne dla Ciebie, a potem poszukaj tego głównego. Podatny grunt Wyobraź sobie istotę młodą, niewinną, świeżą i nieukształtowaną. Otwartą na to, co jest, zaciekawioną, chłonącą. Podatną, o wrażliwym brzuszku, wrażliwą na dotyk, na słowa, na wszystko, co z zewnątrz. Zależną w tej swojej niewinności, w swym zaciekawieniu i otwartości na doświadczanie. To, co na zewnątrz – ludzie, zdarzenia, rzeczy są dla niej niezbędne. To, co na zewnątrz – dotyka ją cieleśnie i wewnętrznie, budząc emocje, myśli , skojarzenia, odruchy, pamięć ciała. Kształtuje. Formuje. Uczy. „Tak jest, to jest prawda, tak trzeba, to jest normalne, a to niewłaściwe” – padają werbalne i niewerbalne instrukcje. Chcąc być kochaną i przyjętą, podatna i młoda istota dokształca się, uplastycznia do wymogów zewnętrznego świata. Wgrywany jest system operacyjny, który ot tak, po prostu – od otwarcia oczu po przebudzeniu, przez drzemki i sen, po każdą chwilę dnia – zaczyna zawiadywać tą istotą, jej odruchami, nawykami, reakcjami, myślowymi, emocjonalnymi oraz nawykami działania. Nakłada na nią odpowiedni filtr, który z całości pozwala wyłuskiwać jedynie to, co pasuje do komend systemu operacyjnego.

Odtąd będzie dostrzegać tylko wybrane części świata, a na inne będzie ślepa. Odtąd w innych będzie widziała tylko to, na co jest w sobie wyczulona i z czym w sobie nie chce się spotkać. Odtąd będzie przyciągać to, co jest spójne z wgranym w nią systemem operacyjnym, zdarzenia, sytuacje, relacje. Będzie potwierdzać to szukając argumentów i dowodów, zdań, rozmów, przeżyć, racji. Nimi będzie z kolei potwierdzać to, co uznaje za prawdę absolutną. I tak w kółko, ślepe i nieświadome kółko. Odtąd, będzie otaczać się tymi, którzy mają podobne systemy, wszystko, by wzmacniać swój własny matriks, mieć sojuszników snujących opowieści podobne do jej własnej. A to, co jest z sprzeczne z jej systemem operacyjnym lub mu zagrażające – będzie zdecydowanie odrzucać, uruchamiając emocjonalność, która będzie kazała jej zaprzeczać, kłócić się, negować, krytykować, osądzać, gardzić. Zaklęcie padło, działa i każdego dnia nabiera mocy. Myślisz, że to jest jakaś bajka? Nie. To przecież opowieść o mnie, o Tobie. Byłaś taką niewinną, podatną istotą zależną od zewnętrznego wpływu. Żyzna gleba na to, co zostało zasiane. Jako dorosła – zbierasz tego plony. Ba – nie tylko zbierasz, możesz ja aktywnie wzmacniać, pielęgnować, nawet jeśli Ci nie służą. Opowieść Każdy człowiek, Ty także, jest istotą narracyjną. Każdy jest jakąś opowieścią. Tworzymy w sobie opowieści, zbiory prawd, teorii, argumentów, doświadczeń, które odtwarzamy nieświadomie, powtarzamy w sobie, jak mantrę. Te prawdy obklejone niedożytymi emocjami mają prze-olbrzymią moc. Działają nawet, gdy o tym nie wiesz oraz, gdy to wyśmiewasz, czy w to wątpisz. Działają jak ogromny, silny magnes przyciągający to, co spójne z ich wibracją. Zamknij na chwilę oczy i pomyśl o przyjemnym dla siebie miejscu. Takim, które lubisz. Zobacz je dokładnie: jego kolory, kształty, topografię. Wejdź w nie, jak w scenerię filmu i pozwól sobie to miejsce poczuć. Zanurz się w nie. Poczuj zapachy, temperaturę, usłysz dźwięki tego miejsca, poczuj to, na czym stoją Twoje stopy, dotknij trawy, piasku, wody, tego, co tam jest i poczuj to ciałem. Zauważ, jak się czuje Twoje ciało doświadczając tej podróży, czy się rozluźnia i być może odpręża, jak reaguje? Zaciekaw się swoim stanem emocjonalnym, co czujesz? Rozeznaj, jak ma się Twoja głowa i umysł, czy jest zapchana myślami, czy luźniejsza. Jaka jest? Jak Ci się myśli?

Widzisz…, nawet tak proste ćwiczenie pokazuje jak wielka jest zależność umysłu, emocji, ciała i zachowania/działania, co ja nazywam ścieżką dobrostanu. Jedno wpływa na drugie, uruchamiając i wywołując, tworząc Twój wewnętrzny stan psychiczno-emocjonalno-fizyczny i tworząc Twój zapał, poziom chcenia do działania i życia. Skoro w krótką chwilę, przenosząc się w wyobraźni w życzliwe dla siebie miejsce, możesz wpłynąć na swoje ciało, na swoją emocjonalność i na stan własnego umysłu – to pomyśl sobie, jaki efekt można osiągnąć utrwalając dany mechanizm w czasie?! Wzmacniać własną postawę wpływając na ciało, emocjonalność, umysł lub osłabiać siebie – wpływając na własne ciało, umysł, emocjonalność. Wystarczy „zaklęcie”, które jest „prostym zdaniem”, obecnym w dłuższym czasie Twojego życia. Przekaz, na którego wpływ byłaś/jesteś eksponowana przez wystarczający czas. Moc jego wpływu jest ogromna. Ten ważny mechanizm wykorzystują medytacje prowadzone, ale też wirtualna rzeczywistość. Świat zewnętrzny i inni ludzie mogą być/są bodźcami uruchamiającymi Twoją ścieżkę dobrostanu i wpływającymi na Twój wewnętrzny stan. Ty sama również możesz wpływać na siebie i swój stan wykorzystując możliwości ścieżki dobrostanu. Do tego jednak potrzebna jest świadomość, która pozwoli Ci wyjść poza zaklęcie, poza opowieść w którą się uwikłałaś i aktywnie tworzyć siebie i jakość swojego życia.





Opowieści tworzymy z osobistych doświadczeń. Główna opowieść wgrywa się w nas z początkiem życia, potem doklejamy do niej kolejne aktualizacje, na podstawie doświadczonych zdarzeń. Opowieści powstają na kanwie doświadczeń naszego wczesnego życia, z tego, co powiedziane i uczynione i z tego, co poza słowami, z obserwacji tak wczesnych, że umykają naszej pamięci, z instynktownej, nieświadomej kalkulacji „co się opłaca, a co nie”, którą robimy, by przeżyć, by pozostać w stadzie, być przyjętym, by nie być odrzuconym, z odczuć, wrażeń, założeń. Wchłaniamy emocjonalnie nacechowane opowieści „z mlekiem matki”, od rodziców. Wchłaniamy historie naszych przodków, zapisane w biologii, w energii, w pamięci, w tym, co niewypowiedziane, a tak bardzo obecne. Ich emocje, zdania – prawdy z nimi sklejone, odruchy i nawyki. Nosimy ślady pamięci duszy z innych wcieleń, stare rany, lęki, zapiekłości, nieświadomi ich, a jednak w nie uwikłani.

Przez pryzmat tych opowieści postrzegamy świat, siebie, innych. W ich rytm działamy, czujemy. To puls wewnętrznej opowieści dyktuje somatykę i reakcje naszego ciała, nasze zachowanie i działania, wpływa na nasze decyzje i wybory. Mówimy słowami wgranej w nas opowieści, ona wyznacza granice naszych możliwości i snuje wszelkie sądy, prawdy i racje. Prawda umacnia się, nasza optyka zawęża się, emocjonalność się ukierunkowuje, a nasze ciała dźwigają tego ślady. Widzimy wybiórczo, słyszymy wybiórczo, wybiórczo postrzegamy, emocjonalność i zachowania nakręca kołowrotek opowieści naszego systemu operacyjnego. Na najgłębszym, energetycznych i komórkowym poziomie wgrywamy w siebie ten system operacyjny, który każdego dnia tworzy nasz własny matriks. A my, żyjemy, psiocząc na niego lub myśląc, że „tak po prostu jest”, a jeśli ktoś się myli – to są na pewno są to inni. Tak często odcięci i od własnej prawdy i od sprawczej odpowiedzialności. Jak Twoje zdanie – zaklęcie wpływa na: – Twoje myśli na swój temat (Twoich zasobów, wartości, możliwości) – innych – na świat zewnętrzny i życie? – emocje, jakie w Tobie uruchamia, a od jakich trzyma Cię z daleka? – zachowanie i działanie? Wobec Ciebie samej, wobec innych, wobec swoich możliwości? Drzwi wiedzy Żyjemy w takich czasach, że informacja jest tak łatwo dostępna. Tak cudownie łatwo trafić na inspirujące zdanie w filmie, w gazecie, gdzieś, wszędzie. Informacje i wiedza niemal bez konieczności wyciągania po nie ręki. Tak wiele okazji do przebudzenia! Tak wiele okazji i jednocześnie tak wielka czyha na nas pułapka. Tą pułapką jest wiedza, a raczej to, co z nią robimy, to, że większości z nas nie chce się poza nią wyściubić nosa.

W zadziwiający sposób „większość z nas wie”, już tak dużo wie i tak dobrze wie, co robić, by czuć się w sobie dobrze, by żyć dobrze. Mamy informacje, znamy sposoby, rady, przepisy, a nawet mechanizmy. Na sesjach najczęściej słyszę zdania: „tak, tak, wiem…”. Niektórzy nawet są świadomi opowieści, w jakie są zaklęci, znają moc przekonań i programów osobistych, a nawet rodowych. Wiedzą o pamięci ciała, o emocjach i o tym, że potrzebują ruchu, o ich dojrzałym, mądrym przeżywaniu i o świadomych wyborach, znają prawa rezonansu, przepływu, etc … i … tak często…, tak niewiele z tego wynika… Bo wiedzieć, gdzie na półce leży słownik hiszpańskiego lub nawet znać hiszpańskie słówka to nie to samo, co doświadczyć niespodziewanej rozmowy z przypadkowym przechodniem gdzieś w np. w Valencji.

Dla mnie wiedza to wielki dar – jest jak cudowne drzwi prowadzące do możliwości. To często pierwszy krok do ruszenia ku zmianie. Tak jest, gdy dzieje się to i to … – przeczytałam kiedyś w artykule o DDA, jakież było wówczas moje olśnienie – ktoś zebrał moje przypuszczenia w pewne zasady, prawa, wytyczne, ponazywał je, posegregował. Jakaż była moja ulga i wdzięczność, że mam te kierunkowskazy i mogę iść dalej, uczyć się i doświadczać. Wiedza daje wskazówki, segreguje, nazywa, stwarza możliwość. To drzwi do kolejnego. Następne jest doświadczanie, przymierzanie tej wiedzy w rzeczywistości, sprawdzanie, weryfikowanie, znajdywanie własnych rozwiązań i mądrości. Jeśli nie ruszysz poza drzwi wiedzy – zostaniesz jedynie z drzwiami, ze świadomością, że są takowe drzwi. Ta jednak nie rozwiąże Twoich problemów i nurtujących Cię tematów. Bo gdy nie pójdziesz dalej – wiedza stanie się jedynie czopem w Twojej głowie i ostatecznie zapcha całą Ciebie. A iść można jedynie w doświadczanie, bo życia się doświadcza. Wiedzieć, jak żyć, a żyć – to dwie różne sprawy.

Często boimy się zaglądać w siebie, bo boimy się tego, co tam znajdziemy. Znam to, ale – jak to pisał Osho – ileż można się bać? O kurcze, jestem współzależna, jestem ofiarą, jestem sprawcą, jestem niezdecydowana, mam traumę relacyjną, mam dużo gniewu, smutku, czy żółci… Wielkie odkrycia! Już wiesz! Już spojrzałaś „potworowi w oczy”. Strachy przestają być tak straszne, gdy się na nie spojrzy. Już przynajmniej wiesz, widzisz, masz świadomość. Trzęsiesz się, ale przecież nie będziesz wiecznie się trząść. Jesteś krok dalej! To już niezwykle dużo dotrzeć w sobie do tych informacji, jak np. do wiedzy, jakie jest zdanie – zaklęcie, które mnie wikła w scenariusz, który realizuję. Jeśli jednak zatrzymać się jedynie na tej wiedzy – może zrobić się w Tobie wewnętrznie ciężko. Bo co niby z tym odkryciem o sobie zrobić? No właśnie… Drzwi są przecież zaproszeniem do podróży… W moim odczuciu – warto zajrzeć za drzwi tej wiedzy. Trzeba tylko zrobić kolejny następny krok. Ja wolę iść choćby w największe „nie wiem”, niż stać przed drzwiami, z którymi nie wiem, co zrobić i których nie da się już nawet zamieść pod dywan. A jak Ty? Co robisz z tym, co już wiesz, a co bywa niewygodne? Jesteś TEORETYKIEM, czy PRAKTYKIEM ŻYCIA? Myślisz, że chcesz zmiany? Czy czynisz ją? Czy stajesz się ta zmianą, której pragniesz? Doświadczanie – droga życia Na jednej z sesji pracowałam z cudowną kobietą. Piękną, zaradną, szeroko utalentowaną, która jednak wykorzystuje zaledwie promil ze swoich zasobów i potencjałów. Trochę tak, jakby całe życie jechała na hamulcu ręcznym, nie wiedząc, że go zaciąga i jednocześnie czując, że jest nie do końca tak, jak chce by było. Już wie, że ma sporą moc w silniku, już wie, że ma zasoby i nawet już wie jakie. Tak, ta kobieta zdecydowanie już dużo wiedziała. I w ogóle i o sobie samej. A jednak…, jest jak jest… Znasz to? Ja znam. Na tamtej sesji dotarłyśmy do głównego zdania – zaklęcia w jej opowieści. I znów stworzyła się ta przestrzeń wypełniona niewyrażoną energią. Pracowałyśmy w jej polu. Jej ciało się skuliło. Klatka piersiowa się zapadła, zaczęła jakby znikać i cała znieruchomiała. Najpierw przyszedł lęk, który dusił jej płuca i zamroził ją w bezruchu. Doświadczając go – z łatwością mogła dotrzeć w sobie do zdań, jakich używa jej opowieść, którymi – czasem świadomie, najczęściej jednak nie – sabotuje siebie samą w swojej codzienności. Doświadczając mogła dotrzeć do reakcji ciała, które w codzienności każą jej się wycofać z pomysłów, z działania, z radości, etc. I mogła dotrzeć do wielkiego niewypłakanego smutku, który stał za lękiem i który mówił o tym, jak bardzo czuje się nieważna oraz o wielkim poczuciu braku i straty. I mogła wreszcie świadomie płakać i objąć tę siebie, z którą nie miała kontaktu.

Emocje, niczym rzeka – gdy przepłyną, przynoszą nowe. Ta kobieta odważyła się nie tylko wiedzieć – dotrzeć do prawdy o sobie, ale również czuć i przeżywać. Za doświadczeniem lęku i smutku – dała znać o sobie złość. Ukryta w żołądku, piekąca. Niewyrażona. Poprosiłam, by się z nią w sobie spotkała. Zrobiła to… i … milczała. „Nie chcesz sobie na nią pozwolić, prawda? – zapytałam. Przytaknęła niemo. Ta złość była przeogromna. Czułam ją w przestrzeni, była agresywna i niszcząca. Kobieta, z którą pracowałam przestraszyła się jej mocy. Bała się, że gdy pozwoli sobie jej doświadczyć – zniszczy „cały świat”. Nic dziwnego. Była skumulowana dłuuuugie lata, nabrzmiała ciśnieniem, więc pierwsze eksplozje mogą być potencjalnie wielkie, na dodatek nie pozwalając sobie na przeżywanie złości – ta kobieta nie wiedziała, jak ją mądrze, zdrowo doświadczyć. Jednak – oprócz świadomości, że ma w sobie złość, którą tłumi, oprócz własnego oporu w stosunku do skumulowanej złości – poczuła coś jeszcze: za tą złością była ta część niej, która MA MOC. I poczuła tę siebie. Z mocą i w mocy. Tam była uwięziona ta, która potrafi powiedzieć stanowcze „tak” i stanowcze „nie”, ta, która ma odwagę decydować, wybierać, słuchać swojego głosu i za nim podążać. Ta, która stała wyprostowana i która miała gotowość i ochotę ruchu w wybranym przez siebie kierunku. Tam była ta, która potrafi żyć w swoim własnym rytmie i ma zgodę na siebie, niezależnie od opinii innych, zwłaszcza tych „ważnych innych”, przed czym wewnętrznie kuliła się moja klientka. Wchodząc w to doświadczenie – uświadomiła sobie, że ma w sobie moc, by spotkać się z tym, co dla niej trudne (jak jej złość i to, co w niej ukryte), to z kolei buduje poczucie zaufania do siebie i wiary w siebie.

Te chwile na sesji nie były lukrowo-kolorowe, a jednak w tej kobiecie pojawił się spokój. Ta kobieta odkryła tak wiele – choćby to, że można wytrzymać prawdę o sobie, że pozwolenie sobie na czucie i doświadczenie emocji uwalnia od napięcia i przynosi spokój, że można zmierzyć się z trudnym i spotkać się z „nie wiem”, co z tym chcę zrobić… Ta kobieta, o której Ci opowiadam już wie, jak brzmią w niej słowa opowieści, w którą jest zaklęta. Wie – nie dlatego, że o tym gdzieś przeczytała, ale dlatego, że poczuła to całą swą istotą, doświadczyła w ciele, emocjami, reakcjami, somatyką, wewnętrznym głosem i jego zdaniami, zmianami poziomu energii i jej jakością. Wie, bo doświadczyła tego sobą. Ona już ma świadomość, jaki ta opowieść ma na nią wpływ. Poczuła skulenie w ciele, poczuła lęk, smutek, złość i poczuła to, do czego na razie wzbrania sobie samej dostępu – w imię lojalności z tymi, od których tę opowieść przejęła – poczuła własną moc. Ma świadomość wpływu opowieści i ma świadomość tego, co w niej drzemie. Ma też dostęp do rozwiązań, które pojawiają się w niej same, gdy odważa się zadawać sobie pytania.

Odkrycie za odkryciem, jak krok za krokiem w podróży, która jest doświadczaniem, a nie teoretycznym przezywaniem życia. Informacje i wiedza nie zaprowadzą nikogo z nas tam, gdzie dotarła ta kobieta. Do tego potrzeba doświadczenia, spotkania się ze sobą, przeżycia, które osadza się mądrością w ciele i zmienia zapis komórkowy. Wówczas nie trzeba niczego zatajać przed sobą, utrzymywać w ryzach, wytracać energii – i dlatego może przyjść spokój, nawet, jeśli niepokój jest na zewnątrz. Świadomość uwalnia i otwiera kolejne możliwości. Na tamtej sesji – pomogłam tej kobiecie przejść również poza opowieść, by mogła dostrzec ją okiem obserwatora. Poczuć siebie poza nią, obok niej, wobec niej. I poczuć świat bez tej opowieści. Poczuć wszystko to, co w niej się wówczas objawiło, w ciele, w emocjach, w umyśle. Poczuć to sobą, by być tego świadomą, a nie tylko wiedzieć, że można inaczej. Kolejny krok, kolejne możliwości. Każdy z nas ma do tego dostęp.


ŚWIADOMOŚĆ UWALNIA I OTWIERA MOŻLIWOŚCI

1. Świadomość pozwala niejako oddzielić się od tej części siebie, z którą jesteśmy sklejone i spojrzeć na siebie pełniej, doświadczyć siebie pełniej. Pomaga rozróżniać – co jest moje, a co jest we mnie, bo przejęłam, wchłonęłam, choć mi nie służy. Pozwala to w sobie zobaczyć. Nazwać swoją prawdę.

Np. Tak, jestem zaklęta w opowieść „jestem słaba”. Z tego wynika – taki mój sposób myślenia o sobie innych, taka moja emocjonalność i jej specyfika, taka moja postawa wobec życia i możliwości oraz sposób działania. 2. Prawda z kolei otwiera krok do kolejnych wielkich możliwości – stwarza przestrzeń do rozpoznania ceny i zysku. Jaką cenę płacę za życie swoją opowieścią? Jaki mam zysk z realizowania tego scenariusza? To z kolei zbliża do własnej odpowiedzialności.

Np. moim zyskiem jest to, że jestem bezpieczna, schowana w stałym, jednym miejscu i niewidoczna dla nikogo, dzięki temu nikt mnie nie zrani. Tak, ceną, jaką płacę jest mój smutek i poczucie bezsensu i zmarnowanego życia oraz rutyna i brak radości. 3. Skoro widzę prawdę, wiem, jaki ma wpływ na mnie (mój wewnętrzny stan – umysł, emocjonalność, ciało/zdrowie, zachowanie/działanie oraz na moje zewnętrzne – relacje z ludźmi, z życiem, ze światem, na jakość mojego życia) mogę ośmielić się świadomie korzystać z wolności własnej woli. Jaka jestem? Co czuję? Czego potrzebuję? Co decyduję? Co wybieram? Co chcę stwarzać? Jaką siebie i jakie życie? Jak decyduję i wybieram działać? Tu zaczyna się podróż do troszczenia się o tę siebie, która przeżywa – dbania o bieżące emocje oraz o te, które trzymałaś zdeponowane latami.

Tu zaczyna się podróż ku zmianie postawy, czyli systemu operacyjnego. Krok po kroczku – budowanie nawyku „myślenia inaczej”. Nasze umysły są cudownie neuroplastyczne i szybko się uczą.

Tu zaczyna się podróż ku świadomości swoich zasobów i właściwości i odwagi ich wykorzystywania dla swojego dobra i dobra innych. Stawanie się świadomym twórcą wybranej jakości życia.

Tu zaczyna się traktowanie życia jako cudownej przygody do przeżywania i siebie, jako cudu, który ma zasoby i pojemność, by tego dokonać. ŚWIADOMOŚĆ OTWIERA DROGĘ DO WIELKICH MOŻLIWOŚCI, W KTÓRYCH TO TY JESTEŚ AKTYWNYM TWÓRCĄ. MOC to MÓC A Ty możesz! Możesz zdecydować, że nie chcesz być w nic zaklęta. Możesz wybierać. Możesz tworzyć jakość, którą jesteś i jakość życia, które żyjesz. I możesz zrezygnować z pretensji, jako że możesz wybrać być autorką własnej opowieści życia. Możesz dać jej wszystkie możliwe kolory życia i świadomie w nich uczestniczyć. Twój wybór. Twoja wola jest wolna. Czy jesteś tego świadoma, czy nie. Możesz. Prawdziwa moc POCHODZI Z PRAWDY A to drzwi do zmiany, którą możesz czynić świadomie w małych, codziennych krokach. Ruszasz? Czy stoisz? Możesz wszystko. Serdeczności, Dominika Majewska https://szkolaterapeutow.pl/




Jeśli masz ochotę być bliżej ze sobą i bardziej świadomie towarzyszyć sobie w mądrym przeżywaniu życia – serdecznie zapraszam Cię w podróż w kobiecym programie rozwojowym: KOBIETA ŚWIADOMA SIEBIE, który prowadzę wraz z cudowną Małgorzatą Iri Jakubowską. Ruszamy w styczniu 2023. To dobry czas, by ruszyć w podróż. Możesz. Pytanie, czy chcesz tego dla siebie? Jeśli tak – więcej informacji znajdziesz klikając TUTAJ.

44 wyświetlenia0 komentarzy